Wspomnienia mieszkańców

Zapraszamy do lektury wspomnień mieszkańców Strzyżewic.

Pani Anna Richter zd. Łagódka

Moja rodzina pochodzi z Domachowa tzw. biskupizny. Było nasz sześcioro rodzeństwa -3 siostry i 3 braci. Mama chciała przeprowadzić się bliżej miasta abyśmy mieli łatwiejszy dostęp do nauki. W Strzyżewicach zamieszkaliśmy w 1936r.
Nasz pierwszy dom w Strzyżewicach był w tzw.”dzierżawie”. Właściciel p.Ignacy Zgorzelak wyjechał do Francji a my zamieszkaliśmy w jego gospodarstwie.
O cmentarzu niewiele mogę wam powiedzieć. Na ewangelickim byłam raz na pogrzebie. U Niemców był taki zwyczaj, że jak ktoś zmarł to zanosiło się pisane kondolencje do domu zmarłego. W miejscu gdzie teraz mieszkają p.Berusowie mieszkał Niemiec Hann i miał chorą córkę Grethe. Jak zmarła to właśnie na jej pogrzebie byłam. Pamiętam, że była tam drewniana raczej taka szopa aniżeli kaplica. Była całkiem z tyłu i na słupie z blachy wisiał wizerunek Pana Jezusa. Wodę do podlewania kwiatów brało się z dołów które były przed cmentarzem.
Na katolickim cmentarzu nie chowano ludzi przez jakiś czas.
Jak w 1943 r. urodził się mój drugi siostrzeniec to musieli jechać chrzcić go do Kaczkowa bo tylko ten kościół był czynny w powiecie. Po pół roku chłopiec zmarł i pochowano go w Lesznie ponieważ w Strzyżewicach nie chowano. W Lesznie jest też pochowana p.Konieczykowa (p.Korytowskiej babcia) ,Frąckowiakowa iTomczakowa.
Wydaje mi się, że pompę na katolickim cmentarzu postawiono m.i. dzięki Zenkowi Nowakowi.
Przez 5 lat byłam zatrudniona u p.Jehnera. Miał przeszło 50 ha ziemi . Było nas 4 parobków i 3 służące. Zaczynając pracę nie miałam nawet 14 lat. Wtedy Strzyżewice nazywały się Lissa-Stresen. Niemcy włączyli nas do miasta i byliśmy dzielnicą Leszna. Nasz gospodarz był takim wójtem dzielnicy-Burgermeister.
Mój gospodarz ( Karol )był kawalerem i mieszkał razem z siostrami ( Martą i Augustą ),też pannami. Później byłam ich nawet odwiedzić w Niemczech . Karol z Martą już nie żyli, została tylko Augusta . Mieli psa o imieniu Lissa.

W czasie okupacji była bardzo ciężka praca. Jak przyszło wyzwolenie to wszyscy się cieszyliśmy.

Przed wojną dziadek Leszka Skrzetuskiego był wspaniałym organizatorem. Po wojnie pałeczkę po nim przejął syn. Założył chór „Echo” w którym mój Tata był prezesem a dyrygent był z Leszna ,nazywał się chyba Mansweld. Powstał również zespół ludowy .Były w nim dwie grupy taneczne-krakowiacy i mazowianie. W krakowiaku tańczyłam czwartą parę ze Stefanem Maćkowiakiem a Skrzetuska pierwszą z najmłodszym synem Tomczaka-Józefem. Mazura tańczyłam jako chłopak. Miałam domalowanego wąsa a moją partnerką była Dorcia Pluta.
Robiliśmy również przedstawienia. Jedno z nich nazywało się „Z różnych sfer” . Grałam w nim rolę zbankrutowanej szlachcianki. Moją wnuczką była Marta Spławska ( Łępa). Drugie przedstawienie miało tytuł: „Gdzie strumyk płynie z wolna”. Było takie piękne. W narożniku poustawiano brzózki a za kurtyna ktoś lał wodę z dzbana do wanny imitując szum strumyka. Stokrotkę odgrywała Irena Ratajczakowa( Dany Szczepaniakowej ciocia) a mój brat był strzelcem.
Lecha Skrzetuskiego powołali do powiatu do wydziału oświaty. Tam zajmował się ludźmi którzy przybywali do nas ze wschodnich stron. Panował wielki analfabetyzm i on wiele ludzi nauczył pisać i czytać. Często brał swój rower ,wsiadał do pociągu i wysiadał w obojętnie jakiej wiosce i tam nauczał ludzi.
Przed wojną chodziło się do szkoły tak: jeden rok do 1 klasy, jeden rok do 2 klasy, dwa lata do 3 i trzy lata do 4 klasy. Co roku były inne podręczniki . Wszystkiego nas uczył Skrzetuski. Klasa była podzielona na dwie grupy-jedna miała ciche zajęcia a druga głośne. To był wspaniały nauczyciel.
Organizował zabawy na sali ( zajazd p.Nowaka ). Pamiętam, że nawet Matki Różańcowe organizowały zabawy. U nas były trzy Róże. Główną solatorką była Kunegunda Jankowska.
W czasie okupacji w naszej szkole stacjonowali Niemcy. Na boisku były baraki i tam robili jakieś części zapasowe.
Karol Skrzetuski był zabrany do wojska a Skrzetuską wyrzucili do willi.
Pan Karol pisał do mnie kartę z Budapesztu że jest w obozie. W klasie byłyśmy trzy Anny-Masztalerzowa, Maćkowiakowa i ja Łagódka. Podpisywałam się Łagódczanka.
We wsi mieszkało dużo Niemców. Tam gdzie mieszka teraz Marian Walenciak to mieszkała rodzina Ulm. Żona z dwójką dzieci uciekła a on chciał zostać i dalej prowadzić gospodarstwo . Zabrali go do obozu do Gronowa ,podobnie jak jego sąsiada Kunze i ślad po nich zaginął. Pamiętam, że na drugi dzień po wyzwoleniu ,poszłyśmy z dziewczynami do Leszna i na Rynku od strony ul. Leszczyńskich był fotograf Udo Mertens. On też nie uciekł bo chciał dalej w Polsce mieszkać . Zastrzelili go ,pamiętam jak dziś ,że leżał na Rynku w takim czarnym płaszczu.

Przed naszym domem stał Krzyż. Odbywały się przy nim nabożeństwa majowe. Pamiętam, że jak klęczałyśmy to chłopaki parzyli nas pokrzywami.
Jankowska prowadziła te nabożeństwa, bo była solatorką. Od czasu jak postawiona została figura we wsi to tam zaczęto się spotykać na modlitwach a do Krzyża już nikt nie przychodził.
Nasz dom miał 45 numer. W wiosce mieszkali prawie sami Niemcy. Wymienię ich od początku :
Grześkowiak,Kula,Ernst,Hainze ,restaurator-Nowak,na przeciw szkoły był Seidel i Taszarek, dalej na wiosce po prawej stronie -Sekuła,Tomczak, Herbricht, Zimmer. Po lewej stronie gospodarstwo było Weighta, później był doktor Schmidt ( miał również własnośc na ul.Lipowej tam gdzie teraz jest lecznica). I w tym budynku od ulicy mieszkali:Dudkiewicz, Biedrowski, Sroczyński i w okupację wyrzucili z Leszna rodzinę Maisner ale to byli Polacy. Tam gdzie jest „Pekin” to mieszkał Bloh, był włodarzem w folwarku. Po jakimś czasie wyrzucił Jędrzejczaków z gospodarstwa i tam poszedł. Mieszkali tam Gbiorczyki, Rząsa. Po prawej stronie była wilka, Rychwalskie, Ulm, Kunze. Po lewej mieszkał August Zimmer, Seidel, Książyk, Schubert, Hann,po prawej stronie mieszkała rodzina Szczepaniak,Jehner. Po lewej stronie od figury mieszkał Otto,Jurga a za nimi Leciejewscy (tam gdzie Guralczyki). Schubert, Greulich, po prawej stronie Eggs – miał obywatelstwo szwajcarskie, tam gdzie mieszkają teraz Stefaniaki to mieszkał Gieraz (Niemiec, ale katolik ). Po lewej stronie Jędrzychowski, Konieczyk, Mendus , na zakrecie mieszkali Frankowiaki ale byli Niemcami, Maćkowiak,my ,Wilke, Reisler, Tscheuschner, Jankowska.
Ostatnią niedzielę w miesiącu wsiadaliśmy na rowery i cała grupa jechaliśmy do kościoła do Dębowej Łęki bo tam była msza dla Polaków. Ksiądz odprawiał mszę po polsku, nie było spowiedzi w konfensjonale, tylko przeczytał dwa przykazania miłości i żal za grzechy i rozgrzeszył nas wszystkich. Komunii też nie było ale mówił ksiądz ,że jak ktoś umrze to to jest ważne. Rowery zostawialiśmy u rodziny mojej gospodyni, nazywali się Resner. U nich pracowali Francuzi którzy przebywali w lagrze w Osowej Sieni. Ze mną pracowała od Skrzetuskich Bożena i Rychwalskich wnuczka-Dolińska ( wyprowadzili się do Zielonej Góry ) . Ładna dziewczyna była, brunetka z ciemna cerą. Tam było dwóch Francuzów, młodszy i starszy . Młodszy Piere był zakochany w Lilii. Trzy dni był żołnierzem i trafił do niewoli. Próbował ucieczki do Francji ale wrócili go z Westfalii . Dla wszystkich były to ciężkie dni , trudne ale również miłe.
Byłam zaproszona na ślub do córki tych gospodarzy gdzie zostawialiśmy rowery. Miała imię Ruth. Nie miałam w co się ubrać ,miałam 17 lat. Tam gdzie mieszka Świerzko , mieszkali Heinze i mieli córkę w moim wieku -Trauld. Pożyczyła mi granatową koronkowa suknie a pod tym była czerwona halka. Miałam tylko brązowe buty. Nie pasowało to wcale ale musiałam w tym jechać. Za partnera miałam kolege Ruth, marynarza. Na tym weselu wciąż grali takiego walczyka „Piękna jest młodość ale nigdy nie wraca” ( ” schon ist die Jugend, die kommt nicht mehr „) (https://www.youtube.com/watch?v=6zxjdDXzwjA )
Jak odgrywałam w przedstawieniu tą zbankrutowana szlachciankę to u Skrzetuskich była ciotka Stefka ona była szlachcianka. Od niej miałam pożyczony płaszcz z takim wysokim kołnierzem jak nosiły i kapelusz. Moja siostra mieszkała u Grzesińskiego ,leszczyńskiego adwokata i ja u pani Grzesińskiej pytałam się i ona pożyczyła mi taki parasol z laską przywieziony z Wenecji. Był granatowy w białe kwiaty i miał elegancko zawiązana kokardę. Ciotka Stefka nauczyła mnie piosenki „O gwiazdeczko coś błyszczała ” ( https://youtu.be/WShzxpe2o0M ) a ja musiałam fałszować żeby udawać starszą panią. Byłam taka wystrojona i jak zaczęłam śpiewać to Marta Spławska jak weszła to nie umiała nic mówić bo tak się śmiała. Jak odbywały się te przedstawienia to ogłoszenia były Lesznie. Pamiętam, że było raz dwóch marynarzy na przedstawieniu i jak zbierano datki bo nie było biletów to powiedzieli, że za występ tej babci to muszą dać podwójnie.
Później przyszedł nauczyciel Madaliński a nauczycielka była p. Łączek. Rozleciał się chór, rozleciał zespół. Jeszcze śpiewaliśmy jak było poświęcenie figury przy majątku.
Pamiętam jak szłam na 3 maja do szkoły a Bogusia Mendusa ojciec jeździł już do liceum rowerem i zaczepiłam go ,żeby pomógł mi przygotować referat na 3 maja. Pomógł mi. Akademia była zawsze w szkole. Ja czytałam a Tata przyszedł . Na końcu pamiętam podniosłam rękę i powiedziałam Wiwat Polska i płakałam. Tata mnie tak wyściskał. Każdy Dzień Matki był obchodzony w szkole.

Pamiętam to wszystko …..mimo tylu lat…piosenki,teksty….

 

Pan Bolesław Sekuła

Strzyżewice należały do wiosek rycerskich tz. musiały utrzymywac wraz z innymi rycerzy którzy swą siedzibę mieli w pałacu w Trzebinach.

Szkoła- nie wiadomo od którego roku szkoła mieści się w obecnym miejscu.Wiadomo,że przed szkołą murowaną ( przed 1820 r ) była szkoła drewniana.
Kiedyś droga na Wschowę prowadziła przez Święciechowę ,Jezierzyce, Zbarzewo. Nasza droga powstała około roku 1804. Była drogą szutrową wzdłuż której rosły jabłonie.Most w naszej wsi był drewnieny. W roku 1939 został wysadzony . Ciekawostka jest,że eksplodował ładunek tylko z prawej strony. Nowy most pobudowano w 1941 r. Zużyto na niego 3 wagony cementu . Jest zbudowany z cegły klinkierowej , z 4 warstw.
Wtedy to po raz pierwszy p. Bolesław widział młot pneumatyczny do ubijania cementu.
Mostek który znajduje się obecnie za zabudowaniami p.Romana Pobereżnego został zbudowany w 1941-1942 r. z płyt nagrobnych z cmentarza żydowskiego.

Figurka w środku wsi została ufundowana w podzięce przez p.Jurgę za szcześliwy powrót i uratowanie 2 synów , którzy byli prześladowani przez gestapo.

Elektyfikacja wsi -1932 rok.

W 1945 r. wieś liczyła 52 zabudowania ,ostatnim domem był nie istniejący już w lesie.

Pan Bolesław jest jedynym żyjącym z tych którzy odbudowywali nasz cmentarz katolicki.
Pierwsze wzmianki o pochówkach na tym cmentarzu pochodzą z końca XV w.
Inicjatorem odnowienia cmentarza był p.Jurga. Najpierw robił to sam ,później dołączyli do niego pozostali ochotnicy. Pan Bolek wspomina,że piach wozili wozem konnym który był pchany przez ludzi ponieważ nie było koni. Szyny ,które są słupkami w ogrodzeniu przekazał p.Książek. Były na 6 m długie i trzeba było je przecinać. Panowie wzięli więc wiertarki i wiercili otwór jeden obok drugiego do momentu w którym mogli przełamać szyne. Słupki są wkopane na głębokość 1,5m i tyle samo wystają ponad ziemie. Wokół zostały położone płyty aby żyjące wówczas w sąsiedztwie dzikie króliki nie niszczyły nasadzeń na cmentarzu.
Odnowiony cmentarz został poświęcony w 1955 r.przez biskupa Jedwabskiego.
Mieszkanka Strzyżewic p.Koebe przekazując swoje gospodarstwo p.Jęśkowiakowi ustnie przekazuje część swojego pola na cmentarz pod warunkiem możliwości jej pochówku na nim. Był to jedyny ewangelicki pogrzeb na naszym cmentarzu. Grób kobiety znajdował sie w okolicy grobu rodziny Rusek.
Pierwszy Krzyż postawiony na cmentarzu pochodził z 1900 roku i był ufundowany przez ks. Tascha. Stał w połowie cmentarza czyli gdzieś w okolicy grobu p.Nowaka. Stał tam do 1933 r. Później go odnowiono i tak przetrwał do 1954 r. W tym samym roku w ramach odnowy cmentarza postawiono nowy Krzyż który był osadzony w metalowych prowadnicach. Dołączona została dokumentacja .Spis tych którzy przyczynili się do odnowy miejsca pochówku został zamkniety w butelce .Ten Krzyż przetrwał do 2005 roku.Obecny Krzyż został postawiony przez ówczesnego Proboszcza ks. Morasza.

Krzyż na rozdrożu , na drodze prowadzącej na tzw. drugą nitkę ,został postawiony w 1927 r. przez p.Zgorzelaka który wyemigrował za chlebem do Francji.Jego budynek użytkował p.Łagódka.
Krzyż został wydarty przez Niemców z ziemii,połamany i zaniesiony do zagajnika i na małej głębokości zakopany.Pan Zgorzelak wrócił w 1963 r. lub 1964r do Polski do swojej własności. W dowód wdzięczności za powrót do domu postawił nowy Krzyż .Pan Bolesław twierdzi jednak ,że obecny Krzyż jest juz kolejnym postawionym.

Wspomnienia p.Bolesława o cmentarzu ewangelickim

Cmentarz ten powstał około 1670 r.
Podobnie jak cmentarz katolicki był ogrodzony dębowymi deskami. W 1955 r. chciano by został połączony z sąsiadującym cmentarzem jednak kategorycznie sprzeciwił sie temu ks.Korcz.
W latach 1954-1955 znajdowało sie tutaj jeszcze około 80 pomników. Wiekszość z nich była wykonana z piaskowca, sporadycznie możan było zauważyć granitowy .Najbardziej okazałym grobowcem był oczywiście rodziny Anderschów. Na 4 kolumnach wyryte były życiorysy osób w nim pochowanych.
Pan Bolesław pamięta Dom Przedpogrzebowy . Składał sie z 2 części -gospodarczej i sakralnej. Był to budynek drewniany na niskiej podmurówce ,pięknie zadaszony. Ciekawe ,że była tam również piwnica.
Znajdował sie na wysokości 4 dębów lecz bliżej cmentarza katolickiego.
Jedyne co zostało z Kaplicy to wiszący kiedyś na blasze przytwierdzony do jednego z dębów Pan Jezus.
W latach 60 zakwitało tam jeszcze mnóstwo tulipanów.

Teren przycmentarny należał kiedyś do sołectwa wsi.Jednak w 1947 r. powstała inicjatywa zalesienia go . Nie przyjęło sie żadne drzewko,podobnie było w 1948 r. Dopiero trzecia próba w 1951r przyniosła oczekiwany efekt.

Wspomnienia p.Elżbiety Wasilewicz z domu Skrzetuska

Rodzina Skrzetuskich

Rodzina pochodzi z Obornik Wielkopolskich. Nasz pradziadek Aleksander był dyrektorem gimnazjum w Obornikach. Jego żoną była Zofia Mazurkiewicz.Mieli 4 synów: Seweryna-powstańca wielkopolskiego,zmarł w wieku 40 lat ;Karola-naszego Dziadka,też powstańca wielkopolskiego i też nauczyciela; Adama- mieszkał w Warszawie i zakładał spóldzielnie Społem oraz Bogusława ,który przed wojną pracował w kontrwywiadzie , w czasie wojny był w różnych obozach,po wojnie wyjechał do Tasmanii i tam zmarł jako kawaler bezpotomny.
Karol miał 7 dzieci – 2 synów i 5 córek.Jego żoną była Aniela z domu Kabza-córka leśnika.
Ojciec urodził się w Wilkowie. W akcie urodzenia ma wpisane Jan Jastrzębiec Skrzetuski. Ze względu na pochodzenie nigdy nie dostawał stypendium pomimo tego iż był pełnym sierotą .Nie wiem w jakich okolicznościach sprowadzili się do Strzyżewic.
W 1939 r. Dziadek jechał na wojnę a stryj Lechu odprowadzał go na dworzec.W domu została mama i 6 rodzeństwa. Dziadek wtedy powierzył opiekę nad rodziną Lechowi-powiedział,że teraz on musi byc ojcem. Dziadek nigdy nie wrócił z wojny. Nie wiem dlaczego w historycznych publikacjach widnieje inna miejscowość w której jest pochowany. Ja wiem,że był internowany do Węgier, stamtąd dostał się do obozu, był w obozie w Luckenwalde ( http://www.polskienekropolie.de/doku.php…) pod Berlinem. Mój Ojciec tam pojechał jednak po obozie nie było śladu. Dziadek Karol doczekał wyzwolenia , jednak był tak chory i osłabiony ,że tam zmarł. Stryj Lechu i Ojciec dowiedzieli sie ,że jest taki schorowany i jechali po niego z noszami jednak na stacji w Poznaniu spotkali wracających z obozu którzy powiedzieli ,że Dziadek juz nie żyje i jest tam pochowany.
Ojciec skończył studia na wydziale leśnictwa . To ,że skończył studia to zasługą Lecha, który pilnował aby każde z rodzeństwa miało dobre wykształcenie. Tym samym spełnił obietnicę daną swemu ojcu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s